Narodziny pistoletu H9 nie były łatwe. Wręcz naznaczone niezliczoną ilością komplikacji. Broń zadebiutowała w roku 2017 na Shot Show i od razu wzbudziła ogromne zainteresowanie wśród potencjalnych klientów.
Koncepcja powstania cudownego pistoletu narodziła się w 2013 r. i do czasu swojej premiery przypominała de facto ciężki poród kleszczowy… a nie drogę do światowego hitu. W roku 2014 pojawił się jej prototyp. Daleko mu było jednak do nimbu perfekcyjności owianego mgiełką legendarneago „American dream”. Bardziej przypominało to siermiężną drogę na szafot skazańca aniżeli laury i światowy sukces…
Od d… strony
Co jak co, ale po kolebce światowych trendów zarządzania biznesem czegoś takiego nie można było się spodziewać. A jednak… Projekt „made in USA”, ale w wydaniu i strategii działania rodem z RWPG.
Najpierw projekt. Potem firma
Narodziny „legendy” od początku stały się akcelreratorem jej plajty. Otóż bowiem teksańska familia niejakich Hudsonów w osobie Lauren i Cy najpierw postanowiła zająć się opracowaniem kosztownego projektu, a dopiero potem założyć firmę produkującą broń.
Nie mówiąc już o takich biznesowych „drobnostkach” jak rynki zbytu. Można powiedzieć, że to iście „ułańska” fantazja żywcem przeniesiona z „Popiołów” Stefana Żeromskiego za „wielką wodę” – a jednak… Kto bogatemu (nie)mądremu zabroni…
Niewtajemniczonym nadmienię tylko, że w Stanach Zjednoczonych nie ma stanu, miasta, gdzie nie powstawałaby mniej lub bardziej udana wersja legendarnego M1911A, którego jeden pocisk mógł z powodzeniem skosić dwóch szarżujących na Guadalcanal rozwścieczonych „żółtków”.
Brak analizy = klapa
Państwo Hudsonowie nigdy nie pokusili się o dogłębną analizę rynku myśląć, że to będzie prosta „donaldowa balonówa” i tu zaczęły się przysłowiowe schody…
Chyba w każdym stanie znajdzie się mniejszy lub większy zakład produkujący jakąś mniej lub bardziej udaną kopię M1911A. Ogromny sentyment i przywiązanie do tej konstrukcji powoduje, że każda wersja znajdzie kupca.
Niemniej stworzyć coś nowego, wyjątkowego na bazie M1911A pomysłu J.M.Browninga jest bardzo, ale to bardzo trudne – nie wspominając już o prozaicznym aspekcie handlowym takiego pistoletu.
Seria błędów, niedociągnięć natury organizacyjnej szybko zaczęła o sobie dawać znać. Jaskrawym przykładem braku pomysłu na stworzenie „dzieła” jest fakt, że kolejna wersja produktu powstała w roku 2015 pod roboczą nazwą „cegła”. I śmiało można powiedzieć, że była to „betonowa” cegła. Idea jej powstania opierała się na wielce amatorskim podejściu do tak poważnego tematu.
Pomijając rażące błędy finansowania ww. projektu, które opierały się na kanibalizowaniu prywatnych oszczędności państwa Hudsonów przez zatrudnienie inżyniera, który szukał pomysłu i innowacyjności w produkowanych dotąd już pistoletach oraz ich recenzjach w mediach społecznościowych.
Przykład rodzinnej firmy Hudson Manufacturing dobitnie pokazuje, że dobrymi chęciami wybrukowane jest przysłowiowo piekło. Stworzenie unikatowego produktu to nie jest zadanie, któremu podołają amatorzy. Tu liczy się doświadczenie, profesjonalizm oraz siła determinacji osiągnięcia biznesowego sukcesu. Niestety, tego wszystkiego zabrakło w Hudson Manufacturing.
Przełom. Drugie narodziny H9
Po okresie rynkowej ciszy, historia ww. pistoletu otrzymała życie. Stało się tak za sprawą uznanego i renomowanego na świecie producenta broni firmę Daniel Defense, której przedstawicielem w Polsce jest firma Buos. Zupełnie Nowy H9 podobnie jak jego pierwowzór zadebiutował w 2024 r, podczas targów Shot Show. I był to ze wszech miar udany debiut, ponieważ Daniel Defense pokazał światu całkowicie odmienioną broń klasy premium, której niekwestionowanym atutem na tle innych pistoletów jest to, że został on perfekcyjnie dostosowany i dopasowany do współczesnych realiów rynku broni.
Koncepcja i przeznaczenie Daniel Defense H9
Zostawiając na chwilę historię powstania samej konstrukcji, spójrzmy na H9 oczami osoby, która przychodzi z pozwoleniem do sklepu i pyta o broń do konkretnego rodzaju strzelania.
Daniel H9 to kompaktowy pistolet w kalibrze 9 x 19 mm, wielkościowo zbliżony do najbardziej popularnych konstrukcji tej klasy. Różni się od typowego polimerowca dwoma rzeczami. Ma aluminiowy szkielet, stalowy zamek oraz bardzo nisko osadzoną lufę nad dłonią. Do tego dochodzi spust, który bardziej przypomina to, co znają użytkownicy pistoletów typu 1911, niż typowy bezkurkowy pistolet służbowy.
W praktyce oznacza to, że Daniel H9 celuje w strzelca świadomego, który wie czego oczekuje od broni. To nie jest najtańszy pierwszy pistolet na pozwolenie, tylko propozycja dla kogoś, kto świadomie wybiera metal, konkretny charakter spustu oraz ergonomię, a nie tylko logo marki na zamku.
Materiały, obróbka i jakość wykonania
Daniel H9 na pierwszy rzut oka robi wrażenie broni zrobionej po prostu solidnie. Mamy aluminiowy szkielet i stalowy zamek. Dzięki temu pistolet nie wygląda jak lekka zabawka, tylko jak narzędzie do regularnego strzelania, a nie do okazjonalnej wizyty na strzelnicy.
Z perspektywy rusznikarza [Maćka, przyp. red.] widać, że ktoś tu pilnował detali. Krawędzie zamka są dopracowane, okno wyrzutowe obrobione czysto, bez zadziorów, a lufa i zamek współpracują ze sobą bez wyraźnych luzów i bez uczucia „zakleszczenia” przy pracy na sucho. To są te drobiazgi, które decydują o kulturze pracy broni i o tym, jak długo będzie znosiła intensywne użytkowanie.
Okładziny chwytu pozwalają pewnie złapać pistolet, nie męczą dłoni i w razie potrzeby można je wymienić albo dopasować pod użytkownika. Dla strzelca oznacza to po prostu tyle, że broń dobrze leży w dłoni teraz i da się ją jeszcze bardziej spersonalizować, jeżeli ktoś będzie tego potrzebował
Ergonomia, chwyt i obsługa
W dłoni Daniel H9 bardziej przypomina skróconą, unowocześnioną 1911 niż klasyczną „służbówkę”. Kąt chwytu, podcięcie pod kabłąkiem i profil tylnej części rękojeści sprawiają, że broń naturalnie wskazuje cel. Przy szybkim dobyciu z kabury muszka pojawia się tam, gdzie strzelec się jej spodziewa, bez większej walki o budowanie chwytu i linii celowania.
Bardzo niska oś lufy nad dłonią nie jest tu tylko hasłem marketingowym producenta. W praktyce przekłada się na mniejszy „podrzut” broni i szybszy powrót przyrządów na cel. Pistolet pracuje bardziej w linii niż do góry, co przy strzelaniu dynamicznym daje realną przewagę. Szczególnie widać to przy dubletach i innych drillach.
Obsługa manipulatorów jest intuicyjna. Przycisk zwalniania magazynka i dźwignia zrzutu zamka znajdują się w miejscach znanych użytkownikom współczesnych pistoletów. Użytkownicy leworęczni nie są tu traktowani po macoszemu, broń daje się sensownie skonfigurować także pod nich.
Z punktu widzenia rusznikarza warto zwrócić uwagę na to, że wszystkie główne powierzchnie kontaktu z dłonią są zaokrąglone i wygładzone. Pistolet nie ma tendencji do „gryzienia” dłoni nawet przy ostrzejszej pracy na strzelnicy.
Spust, przyrządy i optyka
Spust jest jednym z elementów, które najmocniej odróżniają Daniel H9 od typowych konstrukcji bezkurkowych. Pracuje bardziej w linii prostej, przypomina rozwiązania znane z dobrze ustawionej 1911 z dodatkowym bezpiecznikiem spustowym, choć osobiście uważam, że gdyby ten został pominięty to wielu strzelców nie czułoby się urażonych.
Mamy tu wyczuwalną drogę wstępną, wyraźną ścianę i czyste, przewidywalne przełamanie. Reset jest krótki i łatwo wyczuwalny pod palcem. W praktyce oznacza to, że przy dynamicznym prowadzeniu ognia strzelec szybko łapie rytm pracy na spuście. Powtarzalny charakter pracy mechanizmu robi tu naprawdę dobrą robotę.
Jeśli chodzi o przyrządy celownicze, fabrycznie dostajemy stalowy zestaw z wyraźną muszką i czytelną szczerbiną. Nie ma się co rozpisywać na ich temat. Są po prostu porządne i spełniają swoją funkcje.
Istotny jest także fakt, że zamek konstrukcyjnie jest przygotowany pod montaż kolimatora. Po zdjęciu płytki można założyć płytkę pod wybrane standardy montażowe. W praktyce H9 bardzo dobrze znosi „uzbrojenie” w optykę. Niska oś lufy i płaska praca broni przy strzale świetnie łączą się z punktem celowniczym kolimatora. Dla strzelca dynamicznego lub zaawansowanego użytkownika to zdecydowany argument za tą konstrukcją.
Na strzelnicy. Odczucia przy strzale
Na sucho Daniel H9 obiecuje dużo. Pytanie zawsze brzmi, na ile przekłada się to na realne wrażenia przy strzelaniu.
Metalowa konstrukcja sprawia, że pistolet ma swoją masę. W praktyce działa to na korzyść użytkownika. Przy prawidłowym chwycie odrzut jest odbierany jako krótki, „twardy”, ale bardzo kontrolowalny. Broń wraca w cel przewidywalnie, bez nerwowego rozjeżdżania się przyrządów.
Przy strzelaniu na typowych dystansach pistoletowych, od 7 do 15 metrów, H9 pozwala w pełni wykorzystać możliwości broni. Nie jest to konstrukcja, która będzie maskowała błędy techniki. Jeżeli ktoś ma problemy z pracą na spuście albo z chwytem, broń to pokaże. Jeżeli technika jest poprawna, pistolet odwdzięczy się powtarzalnym, ciasnym skupieniem.
Dla kogo ma sens Daniel Defense H9
Patrząc na pistolet Daniel H9 z dystansu, można go określić jako pistolet dla świadomego użytkownika.
Dla osoby, która szuka po prostu najtańszego pierwszego pistoletu w kalibrze 9 x 19 mm, będą konstrukcje bardziej budżetowe. H9 jest narzędziem dla strzelca, który:
- preferuje metalowe pistolety i konkretną wagę w dłoni,
- docenia spust bliższy temu z broni typu 1911 niż typowym, „antystresowym” spustom wielu broni służbowych,
- chce mieć broń gotową pod montaż optyki,
- jest gotowy zaakceptować wyższą cenę w zamian za kulturę pracy i jakość wykonania.
Z perspektywy rusznikarza Daniel H9 jest konstrukcją, pod którą można się podpisać. Nie jest pistoletową „egzotyką” tworzoną na siłę tylko po to, żeby się wyróżnić. To przemyślany projekt, który łączy znane rozwiązania z kilkoma ciekawymi pomysłami i oferuje strzelcowi realne korzyści w obsłudze i w strzelaniu. Świadomy użytkownik będzie w stanie wyciągnąć z tej broni to co najlepsze.
Galeria
Przemek Miller
Maciej Sokołowski
Wieczny poszukiwacz wiedzy – zbiera dyplomy z różnych uczelni. Rusznikarz. Biegły sądowy z zakresu broni i amunicji, rzeczoznawca uzbrojenia i instruktor strzelectwa sportowego, dla którego broń to nie tylko praca, ale życiowa pasja. Prowadzi na Youtube kanał pod „Anatomia broni palnej”, gdzie przekazuje innym swoją wiedzę. Skoczek spadochronowy, który w powietrzu czuje się równie pewnie, co na rusznikarskim warsztacie. Żyje w ciągłym biegu, bo gdyby miał spokojną dobę, uznałby to za stratę czasu.
